sobota, 3 maja 2014

Diabelskie nasienie atakuje

Devil's Due (Diabelskie nasienie)

 

ROK: 2014  GATUNEK:  Horror  KRAJ: USA

Dawno nie było nic o horrorach, dlatego z racji wczorajszej premiery w Polsce, zdecydowałam się wziąć pod lupę film "Diabelskie Nasienie". Przyznam, że tytuł tej pozycji był dla mnie na tyle interesujący, że oczekiwałam jej od dość długiego czasu, ale tak do końca sama nie wiedziałam czego się po nim spodziewać. Filmów o tej tematyce właściwie było już kilka, czy producenci zaprezentowali w nim coś nowego, co nadałoby świeżości i większego poczucia grozy? Przyjrzyjmy się bliżej opowiedzianej historii. 

Bardzo zakochana w sobie i niemal idealna para amerykanów, Samantha (Allison Miller) i Zach McCall (Zach Gilford) zamierzają się pobrać. Od tej pory ich głównym hobby jest rejestrowanie kamerą wszystkich wydarzeń ze swojego życia. Nocy przedślubnej, ślubnych uroczystości, a następnie podróży poślubnej, na którą udają się do Santo Domingo. Czas mija im uroczo na zwiedzaniu miasta aż do ostatniego dnia, gdzie sielankę zakłóca im wizyta u miejscowej wróżki, która oznajmia Sam dziwną przepowiednię. Ledwo wyrywając się z rąk szarlatanki, zdenerwowani postanawiają natychmiast wracać do hotelu taksówką. Jednak bardzo sympatyczny taksówkarz odwodzi ich od tego pomysłu i namawi na krótkie odwiedziny w bardzo fajnym, tajemniczym miejscu, które okazuje się ukrytą dyskoteką. Wizyta jednak mocno się przeciąga i budzą się nad ranem w hotelu z mocnym kacem, nie wiedząc jak do niego dotarli.
Po powrocie z wycieczki okazuje się, że Samantha jest w niespodziewanej ciąży. Młodzi rodzice nie są świadomi nadchodzących wydarzeń.
 
Myślę, że ciężko nie zgodzić się z opinią, że ten film jest zdecydowanym średniakiem wśród horrorów. Przywodzi na myśl krzyżówkę "Dziecka Rosemary" z "Paranormal Activity". Scenariusz łudząco przypomina pierwszy ze wspomnianych filmów, natomiast sposób kamerowania "z ręki" i budowania grozy jest identyczny, jak w "Paranormal Activity", czy "Rec". Widać, że staje się to wyjątkowo modna metoda, która ma zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Ja chyba zaliczam się do tych pierwszych.
Mimo wszystko film nie zrobił na mnie dużego wrażenia, ale nie było też kompletnie amatorsko, jak potrafi być nie raz w filmach, które są nagrywane w taki sposób. Nie jest zbyt strasznie. Widać, że postawiono na straszenie klimatem i sektą, niż na jakieś drastyczne, mocno krwiste wydarzenia. Choć całkowicie z krwi też nie zrezygnowano. Jednak mam nieodparte wrażenie, że w kwestii straszenia większą uwagę przyciągała kampania promocyjna filmu na ulicach Nowego Yorku, niż zaprezentował sam film. Zamieszczam link dla tych, co nie mieli okazji jej jeszcze widzieć.

 
Devil Baby Attack

Ogólnie mówiąc, scenariusz jest dość szablonowy. Choć występujący aktorzy, swoją grą budzą dość dużą sympatię i pozytywne wrażenia, miło się ich ogląda na ekranie. Jednak w całości czegoś zabrakło. Wiele pomysłów było zaczętych i nie można było spodziewać się ich dalszego rozwinięcia, co dało uczucie lekkiego chaosu i niedosytu. Jakby twórcy nie do końca wiedzieli za czym podążać. Zakończenie również nieco mnie rozczarowało. Spodziewałam się armagedonu z narodzin antychrysta, jakiegoś wstrząsu, a nie wydarzyło się po prostu nic takiego, co zwaliłoby mnie na ziemię. Chciałoby się rzec - niestety. Nie dane nam jest nawet ujrzeć dobrze samego dziecka, które tak straszyło przed swoimi narodzinami i we wspomnianej kampanii. Widać je zaledwie przez ułamek sekundy i to mocno niewyraźnie. Zamiast tego dostajemy inną parę narzeczonych, spotykającą ponownie wspomnianego taksówkarza, co chyba można potraktować, jako zapowiedź kolejnej części. Myślę, że mogło być lepiej i pomysł został lekko zmarnowany.

Moja ocena: 5/10


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz