czwartek, 4 czerwca 2015

Babcia za dziadka, dziadek za rzepkę... Poltergeista mamy na przyczepkę.

Poltergeist

 

ROK: 2015  GATUNEK:  Horror  KRAJ: USA

Cisza na blogu nastała bardzo długa, sama zastanawiam się, czy ze względu na brak czasu, czy na moją niekonsekwencję. Jednak, jak to mówią "lepiej późno niż wcale" - powracam z nową recenzją. Tym razem z okazji wczorajszej wizyty w kinie na warsztat trafił horror "Poltergeist". Moda na remake'i rośnie ostatnio w siłę i jest realizowana z lepszym lub gorszym skutkiem. Choć w moim odczuciu najczęściej wychodzi to słabo, to po obejrzeniu tego filmu naszło mnie natchnienie, by przyjrzeć się temu bliżej. Jak jest w tym wypadku? Czy remake'i tak znanych produkcji mają w ogóle sens?

Za stworzenie nowej wersji "Ducha" z 1982 roku wzięli się producenci "Klątwy" i "Martwego zła". Wydawać by się mogło, że twórcy tak zacnych horrorów wiedzą, co robią. Postanowili stawić czoła wyzwaniu i odświeżyć film, który znany jest chyba na pamięć przez większość miłośników tego gatunku i można go zapewne określić mianem kultowego. Dlatego też zakładam, że czytelnicy tej recenzji widzieli pierwowzór i nie jest konieczne jego przedstawianie. Jeśli nie, polecam nadrobić zaległości.

Tym razem zamiast z rodziną Freelingów, poznajemy się z rodziną Bowenów. Pomimo kilku różnic, schemat z grubsza wydaje się dosyć podobny. Małżonkowie, Eric i Amy (Rosemarie DeWitt) wraz z trójką dzieci  - Kendrą, Grffinem i Maddison pojawiają się na spotkaniu umówionym z agentką od nieruchomości, w celu oględzin nowego domu. Niestety nikt nie wydaje się szczęśliwy z tego powodu. Eric (Sam Rockwell - znany m.in. z "Moon" i "7 psychopatów") niedawno stracił pracę i rodzina została zmuszona do opuszczenia dotychczasowej dzielnicy na rzecz czegoś skromniejszego. Domek na pozór zwykły. Przyjaźnie wyglądająca, ale oddalona od miasta okolica, strasząca na horyzoncie licznymi liniami energetycznymi i stare, koszmarne drzewo w ogródku. Nastoletnia Kendra (Saxon Sharbino) i młodszy brat, Griffin (Kyle Catlett) nie są zadowoleni z nowych pokoi, ale rodzice zachęceni niską ceną, starają samych siebie i swoje dzieci usilnie przekonać, że to jest ich miejsce na Ziemi. Godzą się na zakup. Szczęśliwa wydaje się być jedynie mała Maddison (Kennedi Clements). Już w pierwszych chwilach odnajduje tajemniczego przyjaciela w zablokowanych drzwiach garderoby swojej sypialni, którego słyszy tylko ona. Niestety, nikt nie podziela optymizmu dziewczynki. Od ciężkiej i pechowej przeprowadzki nic nie zmienia się na lepsze. Pieniądze na koncie topnieją, a Eric czuje się załamany, zagląda od czasu do czasu do butelki i poszukuje nowej pracy. Bardzo chce zapewnić godny byt swojej rodzinie, a żonie umożliwić pisanie książki. Griffin boi się nowego domu, straszy go każdy kąt. Dorośli bagatelizują problemy dzieci, a Maddison nawiązuje coraz bliższy kontakt z niewidzialnymi istotami.



Aby odpocząć od trosk życia codziennego małżonkowie wybierają się na kolację zapoznawczą do sąsiadów, a dzieci zostają pod opieką Kendry. W trakcie kolacji nawiązuje się miła pogawędka podczas której, dowiadują się, że zamieszkali w miejscu starego cmentarzyska. W tym samym czasie ich dom zaczyna odsłaniać swoje prawdziwe oblicze, strasząc pozostałe tam dzieci. Griffina podczas burzy z domu wyciąga drzewo, które nagle ożyło, Kendra zatrzaśnięta w piwnicy próbuje uwolnić się od uścisku trupiej ręki na swojej nodze, a Maddison zostaje porwana przez tajemniczą istotę do świata równoległego, z którego nie może sama wrócić. Eric i Amy po powrocie, świadomi absurdalności sytuacji, nie mogąc wezwać policji, zasięgają rady w wydziale zjawisk paranormalnych, gdzie poznają Dr Brook Powell (Jane Adams). Ekipa pani doktor rozpoczyna obserwację domu Bowenów, a zło coraz bardziej przybiera na sile. Odkrywają iż mają do czynienia nie z duchami, ale z czymś o wiele gorszym - z Poltergeistem. Złośliwą duszą, którą nie tylko przesuwa przedmioty, ale wybrała sobie na cel Maddeline, aby pomogła mu przejść przez światło do innego świata. Na pomoc zostaje wezwany, znany z programu telewizyjnego i wyśmiewany egzorcysta, Carrigan Burke (Jared Harris). Wydaje się iż jest on ostatnią deską ratunku w odzyskaniu córki Bowenów.

Choć historia pokazana w filmie została przeniesiona do czasów nowoczesności, gdzie dobrze wykorzystano nowinki technologiczne w postaci telewizorów LCD, smartfonów, drona, kamer i tabletów, to jednak w ogólnym rozrachunku daje się odczuć zagubienie klimatu znanego ze scenariusza Spielberga. Być może za bardzo starano się skupić na jakości efektów komputerowych wykorzystanych w filmie, które teoretycznie wyszły na dość dobrym poziomie, a za mało skupiono się na scenariuszu. Przyszło nad nim pracować Davidowi Lindsay - Abaire, którego doświadczenie bardziej wskazuje na bajki dla dzieci, a nie na horrory. Niestety, nowy "Poltergeist" bardziej śmieszy niż straszy, a przecież nie o to tutaj chodzi. Nie wiedzieć czemu przez kilka scen przewija się kolekcja zabawkowych klaunów, które nie wnoszą do filmu niczego specjalnego. Choć nie zrezygnowano ze straszącego drzewa i wykorzystania telewizora, to tym razem dziewczynka zostaje wciągnięta nie przez telewizor, ale przez szafę. Natomiast pulchna egzorcystka ze znanego pierwowzoru zostaje zastąpiona mężczyzną, który zdaje się nie do końca pasować do swojej roli i bardziej miota się, mądrzy niż ratuje dziecko. "Im dalej w las", tym bardziej film zdaje się gubić sens i rozjeżdża się. Czas mija na bezsensownych dialogach, sceny wloką się, a poltergeista nie widzimy ani razu. Zamiast tego dostrzegamy szkaradne istoty świata równoległego, a na ratunek Maddeline wyrusza jej brat. Samych kościotrupów wychodzących z ziemi jak na lekarstwo, a i kultowego momentu wyrzucenia telewizora z pokoju hotelowego nie było nam dane doświadczyć.
Nie oszczędzę jednak pochwały dla Kennedi Clements, która moim zdaniem bardzo ładnie wcieliła się w swoją rolę i pomimo innego koloru włosów, jest dość podobna do Heather O'Rourke z pierwowzoru "Ducha". Przyjemnie było oglądać jej grę na ekranie.

Przywołując moje pytanie, czy warto kręcić remake'i tak znanych produkcji, moja odpowiedź jest jedna - nie warto. Nawet pomimo wykorzystania dobroci nowoczesnych technologii i efektów specjalnych, bardzo rzadko się to udaje. Jednak przemysł filmowy ma na to zapewne inną odpowiedź i jak to zwykle bywa, przyjdzie nam pewnie kiedyś zobaczyć kolejne, równie słabe części. 

Moja ocena: 6/10



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz